reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© Thorium Space
Przemysł elektroniczny |

CEO & CTO Thorium Space: łączność satelitarna jest niezbędna

W połowie marca polska spółka z branży kosmicznej zaskoczyła świat ogłoszeniem współpracy ze szwedzkim producentem komponentów - Sivers Semiconductors. Nowe partnerstwo zakłada opracowanie i wdrożenie do produkcji przełomowych na rynku globalnym chipsetów dla terminali naziemnych SATCOM oraz najnowszej generacji satelit definiowanych cyfrowo. Ruch ten tylko potwierdza, że Thorium Space dynamicznie się rozwija i umacnia swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Evertiq postanowił więc skontaktować się z Pawłem Rymaszewskim, założycielem i CEO & CTO Thorium Space, by zapytać go o początki firmy, obecną sytuację, a także o przyszłość.

Ewelina Bednarz, Evertiq: Thorium Space zostało założone w 2017 roku, więc możemy je nazwać stosunkowo młodą firmą. Proszę opowiedzieć o początkach, o powstaniu firmy.

Paweł Rymaszewski, założyciel i właściciel Thorium Space: Idea firmy powstała trochę wcześniej. Przyczyniła się do tego pewna ciągłość zdarzeń. Całe życie pracuję w przemyśle kosmicznym. Od 1999 roku, przez prawie 18 lat pracowałem we Francji dla operatora satelitarnego. Tam powstawały różne koncepcje, choć nie wszystkie udało się zrealizować. We Francji było inne podejście. Mniej więcej około 2012 roku zacząłem szukać rozwiązań, by móc zrobić moje „antenki”, ale nie było skąd wziąć układów scalonych. Szukałem więc po świecie, jednak nic z tego nie wyszło. W 2017 roku, gdy miałem jeszcze epizod w innej firmie, pomagając przy niedużych satelitach, nastąpił przełom. Odezwała się do mnie firma, którą kiedyś pytałem o rozwiązanie. Powiedzieli, że mogliby być w Warszawie. Zaproponowali, żebyśmy się spotkali. Ja wtedy jeszcze byłem we Francji.

EB: I co się dalej działo?

PR: Spotkaliśmy się! Okazało się, że firma ta ma dokładnie to, czego ja bym potrzebował i nie bardzo wiedziała, co z tym zrobić. Podjęliśmy więc szybką decyzję – spróbujemy. W efekcie tych zdarzeń, pod koniec 2017 roku powstało Thorium Space. Pierwszy inwestor pojawił się w grudniu 2017 roku. Był to formalnie początek całej przygody. Z ludźmi zaczęliśmy pracować na przełomie stycznia i lutego 2018 roku. Część z tych osób dalej jest u nas na pokładzie. Istniejemy już ponad 5 lat, a podkreślmy, że to, co robimy jest bardzo niszowe i mało wdzięczne, bo nie ma tego nawet jak pokazać – nie ma żadnych zdjęć czy kamer, by pokazać jak jest ładnie w kosmosie.

EB: Jak teraz wygląda Thorium Space?

PR: Na pokładzie Thorium Space jest już 50 osób. Jesteśmy dużo dalej. Udało się nam wejść do grona tych dużych firm, które były od zawsze. I choć wcześniej nas wyśmiewali i wytykali palcami, że chyba oszaleliśmy, że chcemy coś takiego zrobić i na pewno nigdy tego nie zrobimy, również polscy profesorowie, to narracja zmieniła się, gdy pokazaliśmy, że nasz system działa. Dziś z większością rozmawiamy lub współpracujemy.

EB: Dlaczego firma jest tutaj, w Polsce?

PR: Spędziłem we Francji wiele lat, ekosystem tam jest inny. A w tym wszystkim chodzi o ludzi. Ta firma to ludzie. W Polsce mamy fajnych ludzi, mamy inżynierów, a ja byłem już zmęczony Francją. Byłem zmęczony tym, co tam się dzieje, jak to wygląda. Zaczęliśmy od Wrocławia, teraz to również Warszawa i Trójmiasto. Założenie Thorium Space w Polsce to była bardzo dobra decyzja. Wiadomo jednak, że łatwiej byłoby ruszyć z tym tam, we Francji, ale niekoniecznie miałbym do tego odpowiednich ludzi. Przede wszystkim, wciąż bym tkwił tam, gdzie byłem – w takim dziwnym kraju. A tutaj robimy to sami i udowadniamy, że w Polsce też się da. Takie były początki Thorium Space. Muszę przyznać, że się udało, choć były bardzo ciężkie momenty, jak to w start-upach, ale ten etap mamy już za sobą. Dzięki temu wróciłem do Polski na stałe, po prawie 18 latach bycia we Francji. Parę innych osób z naszego zespołu też wróciło zza granicy.

EB: Czego według Pana brakowało na rynku? I jak w tym wszystkim odnalazł się Thorium Space?

PR: Na rynku brakowało i wciąż brakuje nowych rozwiązań. Wytłumaczę to w bardzo prosty sposób: to, co jest na satelitach komunikacyjnych dziś, poza jakimiś tam wyjątkami, i było przez ostatnie 30 lat lub więcej, to cały czas jest to samo. To są te same rozwiązania. To są te same wielkie falowody. Wygląda to trochę jak hydraulika – ciężkie, duże i skomplikowane mechanicznie. Moja idea była, zresztą nie tylko moja, ale przyświecała mi chęć zmiany, chęć przejścia na supernowoczesne technologie, czyli płaskie, lekkie anteny, które byłyby sterowane cyfrowo. Tego nie było. Operatorzy tego chcą, klienci tego chcą. Teraz nikt nie chce płacić za coś z góry za 10 lat, by przez kolejne 10 używać jednego serwisu bez możliwości zmiany. Teraz ludzie chcą więcej elastyczności, np. dziś nadawać z Polski do Czech, a jutro chcieliby już do innego miejsca. Nasza technologia na to pozwala, pozwala na płynne zmiany.

EB: Jak Pan oceniał sytuację na początku działalności Thorium Space?

PR: Jak my zaczynaliśmy, to wydawało się nam się, że konkurencja jest duża, że jest dużo takich ludzi, takich firm. Są przecież Primes, Airbus, Thales, które oczywiście też nad tym pracują. Konkurencja okazała się jednak znacznie mniejsza niż zakładaliśmy, a my znaleźliśmy się w niszy, co ma swoje mocne i słabe strony. Mocną stroną jest to, że jest to bardzo duży rynek z niewielką ilością podmiotów. Słabą, brak punktu odniesienia – każdy patrzy na każdego, nikt nikomu nie chce niczego pokazać, więc kroczymy trochę po omacku, przełamując technologię.

Jak zaczynaliśmy, to nawet przyglądali się nam z boku operatorzy i mówili, że nie ma takiej potrzeby, by coś zmieniać, że te stare technologie są wystarczające i póki co to one będą działać. To się zmieniło, a rynek jakby wymusił tę zmianę. Przewidzieliśmy to na początku istnienia firmy, a w zasadzie już w latach 2010-2012, kiedy byłem jeszcze we Francji. Wiedzieliśmy, że tak będzie, nie wiedzieliśmy tylko kiedy. Mówi się, że mieliśmy szczęście, ale szczęściu też trzeba trochę pomóc. Teraz jest tak, że to my mamy unikatową technologię.

EB: Mógłby Pan to rozwinąć?

PR: Jeśli chodzi o samą technologię, to są technologie radarowe, znane z supernowoczesnych radarów. My próbujemy zaimplementować tę technologię w satelitach i w terminalach na ziemi, to jest przełom. Idzie nam jednak trochę wolniej niż zakładem. Początkowo myślałem, że produkt powstanie w trzy lata, choć nawet statystyki mówią, że potrzeba na to poświęcić 5-7 lat. Obecnie nie ma za dużo firm w Polsce i w Europie, które chcą rozwijać hardwar, czyli budować coś od zera, jest to niewdzięczne i trudne zadanie. Tymczasem zapotrzebowanie na coś takiego wzrosło lawinowo. Mamy jednak komfortowe warunki – wiemy, kto jest naszym klientem i kto nim będzie. To był dobry pomysł, że poszliśmy w tę stronę, ale teraz musimy zmierzyć się z tymi największymi, którzy może nie do końca są szczęśliwi, że się pojawiliśmy. Jesteśmy mali i mamy inżynierów z Polski, którzy mają wielkie umysły, nieograniczone klapkami na oczach. Jak wiemy, znaleźć ludzi, którzy rozumieją, o co chodzi w tej technologii jest ekstremalnie trudne. Thorium Space ma mocny i duży zespół. Dla przykładu, u nas 10 osób robi konkretne anteny, a w tych wielkich firmach zajmują się tym dwie. Tu jest ta różnica, dlatego Polska to był dobry pomysł. Mamy przewagę technologiczną, a nasza umowa z Siversem była taką kropką nad i.

EB: Może zatrzymajmy się na chwilę przy tym kontrakcie. W połowie marca Evertiq pisał, powołując się na komunikat prasowy Thorium Space: Polska firma działająca w sektorze kosmicznym podpisała z Sivers Semiconductors kontrakt o wartości 1,85 miliona USD na opracowanie i wdrożenie do produkcji przełomowych na rynku globalnym chipsetów dla terminali naziemnych SATCOM oraz najnowszej generacji satelit definiowanych cyfrowo. Niech Pan powie coś więcej.

PR: Nasza współpraca z Sivers jest fajna. Mamy podobne podejście. Dużo pracujemy wspólnie w tygodniu. To są trudne tematy i ważny jest progres. Docieraliśmy się jednak prawie rok. Widać było, że obie strony chcą, ale badaliśmy się wzajemnie z każdej strony. Przełom nastąpił na jesieni. Wcześniej próbowaliśmy zrobić to z inną firmą, amerykańską, jednak nie udało się. Z jednej strony ze względu na pojawienie się koronawirusa, z drugiej z powodu polityki ochronnej technologii Stanów Zjednoczonych i Departamentu Obrony. Dla nich jest to bardzo dobre, ja to rozumiem, ale dla nas natomiast lepiej było zostać w Europie. To jest zbyt chodliwa technologia, a jeśli jesteśmy tutaj, u siebie w Europie i mamy też partnera stąd, to obowiązuje nas prawo europejskie. To, co wtedy się nie udało, ale byłem pewien, że będzie to potrzebne w przyszłości. W rozmowach ze Szwedami mówiłem, że mają fajne układy i może by je trochę zmodyfikowali na potrzeby satelit i terminali. I tak się połączyliśmy w tym projekcie. Dla nas jest to dziś kluczowy partner, chyba najważniejszy. Świat chipów wie, co oznacza to partnerstwo. Technologicznie jest to duża rzecz. Dzięki temu będziemy mieli Thorium Chipy. Ja wiem, że to nie jest jednorazowa współpraca, ale długoterminowa. Dla nas jest to uzupełnienie tego, czego nam brakowało przez kilka lat, nigdzie przez wiele lat nie mogliśmy takich komponentów dostać, a jak nie mogliśmy dostać, to je po prostu wymyśliliśmy.

EB: Biorąc pod uwagę obecne warunki rynkowe, gdy zapotrzebowanie na stabilne, bezpieczne środki komunikacje wzrosło, proszę powiedzieć, jakie są plany Thorium Space na przyszłość?

PR: Technologicznie mamy trzy produktowe gałęzie. Pierwsza to 5G, czyli nie kosmos, ale będzie on coraz bliżej i tutaj. To są takie mikro BTSy, stacje bazowe. Chcemy więc działać wszędzie tam, gdzie płaskie anteny mogą zostać użyte – wysokie częstotliwości, fale milimetrowe, to jest nasz obszar. Akurat to 5G, które będzie w przyszłości, to jest dokładnie to samo, co robimy. Mamy więc produkt, który rozwijamy. Najważniejszy dla nas jest jednak kosmos.

Mamy więc dwie rzeczy, jedną u góry, drugą na dole. Mowa tu o satelitach telekomunikacyjnych, a raczej systemie antenowym do łączności, a także o terminalach naziemnych – płaskich, które znajdują się na ziemi. Jest to kluczowe dlatego, że stanowi takie jakby lustrzane odbicie, jedno z drugim się łączy. Terminale naziemne możemy dziś określić mianem takiego trochę świetego Graala. Obecnie na rynku jest wielu operatorów, którzy mają satelity na niskich i średnich orbitach, które choć znajdują się nad nami, to nie mają z czym się połączyć. My poszliśmy dużo dalej – zintegrowaliśmy razem ze Szwedami dużo elektroniki, która pozwala na pracę na dowolnej orbicie, a także na pracę z kilkoma satelitami na raz. Umożliwia to zastosowanie rozwiązań krytycznych, bezpiecznych.

Po pierwsze, my zawsze widzimy satelity. Po drugie nie da się zakłócić go tak łatwo, a patrząc od strony cyber bezpieczeństwa, jest to bardzo ważne. To są uniwersalne chipsety, które będą dla nas takim koniem roboczym, jeśli chodzi o przychody firmy w przyszłości. Zapotrzebowanie na rynku na terminale jest gigantyczne, a jak się okazuje firm, które rozwijały tą część technologii, systemy łączności, systemy satelitarne, jest niewiele. Operatorzy poszukują więc gotowych rozwiązań.

EB: Czy na jakimś konkretnie rozwiązaniu chcą się Państwo skoncentrować?

PR: Na płaskich antenach, terminalach, etc. Taką czysto technologicznie „wisienką na torcie” są te payloady na satelicie, czyli satelity telekomunikacyjne, w pełni cyfrowe, którymi można w pełni sterować. To jest dla nas rozwojowo ten właściwy kierunek. Już nad tym pracujemy, łamanie bariery technologicznej nie jest jednak łatwe. Dołączyli do nas ludzie bardzo znani na świecie, pomaga nam ESA, pomagają nam inżynierowie z ESY. Takich rozwiązań na rynku kilka jest już, niestety nie w Europie. Dlatego w Europie jest teraz ciśnienie, żeby technologia ta była europejska.  Te chipy opracowywane z Siversem trochę nam w tym pomagają. W tym celu zbudowaliśmy również swój łańcuch dostaw. Wbrew pozorom łączność wydaje się bardzo wąską dziedziną, ale jak się spojrzy całościowo na globalny, kosmiczny rynek, to okaże się, że 60-70% stanowi właśnie łączność. Mikrofale nigdy łatwe nie były i nie będą, ale znaleźliśmy swoją niszę, a zapotrzebowanie jest gigantyczne.

EB: Czy jako firma planują Państwo w najbliższym czasie zwiększenie zatrudnienia, skoro jest tak duże zapotrzebowanie na łączność? Czy raczej wolą Państwo pozostać w takiej formie, jaka jest?

PR: Mamy fajny zespół. Jest nas relatywnie sporo, jak na firmę tego typu i ze względu na to, co robimy. Teraz jednak przeobrażamy się z takiego typowego R&D w produkt i produkcję, ale R&D u nas wciąż będzie wraz ze specjalnym zespół. Wiadomo więc, że będziemy szukali dodatkowych. Zawsze mówię, że są niektóre stanowiska, czy niektóre umiejętności, które zawsze będą porządane. Thorium Space jest permanentnie otwarte dla niektórych specjalistów od mikrofal czy układów FPGA. Tych ludzi nigdy nie jest za dużo, wręcz przeciwnie – ich jest zawsze za mało. Cały czas próbujemy zwiększać ten zespół. Zaczęliśmy więc zatrudniać i matematyków i naukowców do R&D, dlatego że zderzyliśmy się z tym, że sami sobie nie poradzimy z pewnymi rzeczami. Inżynier, inżynierem, ale czasami potrzeba matematyka, który nam wszystko po prostu rozpisze i wytłumaczy w jakiś sposób zrozumiały, albo po prostu policzy.

Będziemy zwiększać zatrudnienie. Może nie tak brutalnie, jak w ostatnim roku, gdy szybko urośliśmy, bo była taka potrzeba. Teraz chcielibyśmy rozrastać się bardziej stabilnie. Rekrutacje mamy cały czas otwarte, co widać u nas na stronie. Regularnie więc nas ciągle po trochu przybywa – statystycznie jest i będzie to kilka osób na miesiąc. Myślę, że do końca roku dojedziemy do zespołu 60 osobowego lub nawet większego. Kolejne miesiące gdzieś do wakacji będą krytyczne, jeśli uda nam się domknąć pewne rzeczy, to będzie musiała pojawić się produkcja. Nie chcemy być jednak bardzo duzi. Jeśli zaczniemy być bardzo duzi, to stracimy elastyczność i wyjątkowość, a tego chcemy uniknąć.

EB: Na koniec chciałam zadać Panu ogólne pytanie dotyczące przyszłości. Jak Pan uważa, w jakim kierunku będzie rozwijał się przemysł komunikacji satelitarnej w Polsce i na świecie?

PR: Już wiele lat temu głośno mówiłem, że łączność satelitarna jest niezbędna, bo jest krytyczna. Część ludzi to rozumiała, jednak większość mówiła „ale po co? Przecież mamy światłowody, komórki, a wszystko to jest ileś razy tańsze”, itd. Tymczasem wybuchła wojna. Nagle się wszyscy zobaczyli, że tak to nie działa, a satelity są kluczowe. Okazało się, że mamy globalnego operatora, SpaceX, starlinki, który szybko się pojawił i zagospodarował tę lukę na szybko. Jest tylko jeden haczyk – to jest jeden operator, prywatna firma amerykańska. Na poziomie Europy zapotrzebowanie i zrozumienie łączności krytycznej, satelitarnej, space segmentu, zrobiło się tak duże, że nawet Parlament Europejski uruchomił projekt IRIS2 za 6 mld euro, mający na celu stworzenie unijnej konstelacji satelit łączności. Obecnie widzimy, że duże sumy pieniędzy są przeznaczane na łączność, nie na obserwację, tylko na łączność. Dzieje się teraz coś ciekawego, a do tych rozwiązań na orbitę także mamy układy, właśnie te, które robimy razem z Siversem. Wyprzedziliśmy więc trochę te ruchy.

Dla nas teraz to jest złoty moment. To jest boom technologiczny, ale nie tylko na zasadzie operowania i zarabiania na usługach, bo to cały czas było. My jesteśmy firmą, która robi sprzęt, czyli hardware. To jest pik, który będzie teraz brutalnie rósł brutalnie napędzany zapotrzebowaniem. Zapotrzebowaniem, które nie rośnie sobie spokojnie, ale nagle wystrzeliło tak, że wszyscy zaczęli się zastanawiać kto, co przespał. Zaczyna się o tym już oficjalnie mówić, w istotnych artykułach, na konferencjach, że faktycznie coś zostało przespane, bo wszyscy myśleli, że ktoś inny to zrobi. Dla nas jest to idealna sytuacja. To jest ten czas, kiedy każdy chce mieć swoją łączność, swoje zasoby tam, u góry.

Podam przykład. Każdy satelita z czymś się łączy – musi te zdjęcia jakoś wysłać, a ktoś musi czymś te dane odebrać. Thorium Space robi anteny, które pozwalają łączyć różne rzeczy: od rzeczy na ziemi, po te latające, jak samoloty, drony, itd. Mamy więc magiczny czas, w którym zauważono nasze rozwiązania, które okazały się potrzebne. Był jednak taki moment, gdy było nam ciężko. Wszyscy wtedy twierdzili, że jest to drogie i skomplikowane.

To właśnie jest ta rewolucja, która będzie. Niedługo będziemy mieli 2 czy 3 konstelacje, również tutaj w Europie. W efekcie bardzo mocno zmienią się usługi. Myślę, że Polska będzie miała spory w tym udział. Jest tu dużo innych graczy, przenosi się tu również dużo naszej konkurencji. Nie przypadkiem, chodzi właśnie o ludzi. Nie dlatego, że są to tańsi specjaliści, wcale nie są tańsi, ale mentalnie są inni. Dla nas jednak to nie jest dobre, bo jeśli przeniesie się do Polski konkurencja i to duża, to będzie nam ciężko wygrać z jakimś wielkim, globalnym, gigantem, bo my takich środków nie mamy. Zaczynają się złote czasy, jeśli chodzi o kosmos i przede wszystkim taki sprzęt. Dlatego nasza współpraca z Siversem pojawiła się nieprzypadkowo właśnie teraz. To jest po prostu dobry moment. Można było to zrobić wcześniej, czy później, ale byłoby większe ryzyko, że zainwestujemy pieniądze i nic z tego nie wyjdzie. Teraz ciśniemy, jak najszybciej, bo zapotrzebowanie jest gigantyczne, również na same układy. I ono nie spadnie. Ciekawe czasy.

EB: Wydaje się, że przełomowe.

PR: Tak, od roku są to przełomowe czasy. Od momentu, kiedy wybuchła wojna. Wtedy okazało się, że łączność jest potrzebna, niekoniecznie jako światłowody, bo one w każdej chwili mogą przestać działać, teraz każdy chce mieć asset w kosmosie. Powstają armie kosmiczne. Polska też o tym już myśli, żeby mieć swoją gałąź. Mamy marynarkę wojenną i myślimy o tym, żeby mieć marynarkę kosmiczną. A co za tym będzie szło? Satelity i łączność. Łączność krytyczna, bezpieczna łączność. My jako Thorium Space robimy przede wszystkim bezpieczną łączność. Dla takich firm jak nasza i dla operatorów to są złote czasy. Dopiero teraz. Kosmos zawsze był ciekawy, tylko to wolno szło. Teraz zaczyna się prawdziwy kosmos. Niestety cała reszta nie dogoniła, nie ma komponentów. Nie było dotąd takiej potrzeby, więc nikt ich nie projektował, bo po co? Nikt by tego nie kupił, a teraz nagle jest potrzeba. Zapotrzebowanie jest gigantyczne, a nikt nie jest w stanie go zapełnić.

EB: Wystrzeliło to wcześniej niż Pan szacował? Czy później?

PR: Nie sądziłem, że wystrzeli z aż taką siłą. Wiadomo było, że prędzej czy później coś się wydarzy. Bardziej się jednak spodziewaliśmy, że znowu będą powodzie tak, jak kiedyś były i ludzie zauważą, że nic nie działa. Do tego nie trzeba przecież wojny, by zrobił się black out. Spodziewaliśmy się, że będzie potrzeba bezpiecznej łączności. Satelity są u góry, więc ciężko na nie wpłynąć. Niestety wojna przyszła, więc teraz już każdy chce być przygotowany na najgorsze, idą w to gigantyczne środki.

W lutym byliśmy w Luksemburgu na konferencji dotyczącej łączności i bezpieczeństwa. Ja też tam przemawiałem. To, co nas uderzyło to fakt, że wszyscy pokazują, jakie mają fajne systemy operacyjne, super usługi, bezpieczne i niezawodne, jednak gdzie są urządzenia? Do czego ma się podpiąć klient? Ci duzi też nie bardzo chcieli to rozwijać, bo mieli produkt, co prawda ten old schoolowy, ale jak dotąd dobrze się sprzedający. Jednak po tym, jak ogłosiliśmy współpracę w zakresie chipów z Siversem, to nawet konkurencji, która też robi chipy, a my od nich również je kupujemy, to od razu spadły im udziały. Tyle się zadziało w ciągu jednego dnia. Cieszę się, że akurat w Polsce. Wcześniej ludzie uważali, że w Polsce nie da się nic zrobić. Teraz w tym dużym przemyśle kosmicznym zaczyna się patrzeć, że to jest ta nadzieja, że może w tej Polsce podgryzą tych, którzy od zawsze rozdają karty. To jest fajne, że to się zaczyna rozpędzać.


reklama
reklama
Załaduj więcej newsów
February 13 2024 16:53 V22.3.28-1