reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© Pixabay Rynki | 03 grudnia 2019

Dostępność surowców jednym z warunków przełomu w elektrorewolucji

Rozwój elektromobilności jest w dużej mierze uzależniony od miedzi, która jest powszechnie używana do budowy silników elektrycznych i hybrydowych. Do produkcji elektryków używa się od dwóch do czterech razy więcej miedzi niż w przypadku pojazdów tradycyjnych.

Eksperci Europejskiego Instytutu Miedzi zwracają uwagę, że elektrorewolucja to złożony proces, który wymaga głębokich zmian zarówno w sektorze motoryzacyjnym, jak i energetycznym. Warunkiem ich powodzenia będzie dostępność surowców.
- Samochody elektryczne stanowią w tej chwili zaledwie 4 promile (0,4%) wszystkich rejestracji nowych aut nad Wisłą. Upowszechnienie elektromobilności nie jest możliwe przez: wysoki koszt baterii oraz obawę kierowców przed zbyt krótkim zasięgiem i wyładowaniem się jej w połowie drogi. Dopiero gdy te dwie bariery znikną, będziemy świadkami elektrorewolucji na polskich szosach. W lipcu w całym kraju mieliśmy zaledwie 785 ogólnodostępnych stacji ładowania. Zgodnie z unijną dyrektywą, w najbliższych latach ta liczba ma kilkukrotnie wzrosnąć – czeka nas boom zarówno na publiczne, jak i prywatne punkty ładowania. Kluczową rolę odegra tutaj dostępność surowców, takich jak: lit, kobalt i miedź, od której zależeć będzie końcowa cena baterii, ładowarek i kabli czyli znaczna część kosztu pojazdu i infrastruktury – komentuje Michał Ramczykowski, prezes Europejskiego Instytutu Miedzi. Miedź jest trwałym i bardzo wydajnym przewodnikiem prądu. Bez miedzianych podzespołów nie byłoby możliwe również inteligentne zarządzanie silnikiem i przeniesieniem napędu. Dlatego do produkcji 1 auta elektrycznego potrzeba średnio 60 kg. Połowa z tego użyta jest właśnie w układzie akumulatorowym. Należy pamiętać, że na czerwonym metalu oparta jest również nowoczesna infrastruktura zasilania – ładowarki, kable i przyłącza, które umożliwiają szybkie i efektywne ładowanie aut elektrycznych. - Niezależnie od technologii, około 10% masy baterii wykonane jest z miedzi, co przekłada się na zapotrzebowanie na 500 ton tego metalu na 1 GWh pojemności. Według naszych ekspertyz, na produkcję aut elektrycznych do 2050 r., roczne światowe zapotrzebowanie wzrośnie do 5,4 mln ton miedzi. Do tego dochodzi cała zewnętrzna infrastruktura ładowania. Sama ładowarka do użytku domowego potrzebuje od 2 do 5,4 kg miedzi. Dlatego myśląc o powodzeniu elektrorewolucji, musimy zapewnić motoryzacji dostęp do odpowiedniej ilości tego surowca. Polska, jako jeden ze światowych liderów w zakresie produkcji miedzi może odegrać szczególną rolę w rozwoju światowego rynku elektromobilności – podsumowuje Michał Ramczykowski. W minionym kwartale br. zarejestrowano w Polsce 541 aut z napędem elektrycznym, z czego 245 to pojazdy w pełni elektryczne, a 296 hybrydy plug in – podaje ACEA. Uwagę zwraca fakt, iż w obu segmentach odnotowano wysoką dynamikę wzrostu r/r, odpowiednio 86% i 80%. W tym okresie na polskie drogi wyjechało łącznie 13 434 aut z alternatywnym napędem (+73,3% r/r). Polacy nadal najchętniej wykładają pieniądze na klasyczne hybrydy, których kupili 9 996, czyli o 75% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Taki wolumen sprzedaży daje nam 6. miejsce wśród państw UE, za plecami Hiszpanii i Włoch, a przed m.in. Szwecją, Holandią, Finlandią czy Belgią. Na czele klasyfikacji rejestracji aut elektrycznych w Europie są Niemcy (26 858 sztuk), przed Wielką Brytanią (21 001 szt.) i Norwegią (17 571 szt.). W tym okresie ponad 10 tysięcy sztuk znalazło nabywców także w Holandii i Francji. W regionie CEE prym wiodą Węgry (797 szt.), przed Rumunią (543 szt.) i Polską (541 szt.) Biorąc pod uwagę sprzedaż aut elektrycznych od stycznia do końca września br., liderem pozostają Niemcy (74 542 sztuk). Od początku roku do końca września w naszym kraju zarejestrowano 1 815 samochodów elektrycznych (zasilanych akumulatorem i hybrydy plug-in), co oznacza wzrost o 85% r/r. Niestety, ich łączny udział w rejestracji wszystkich nowych samochodów osobowych w Polsce wynosi zaledwie 0,44%. Dla porównania, w Unii Europejskiej ten wskaźnik znajduje się na poziomie 2,84%, czyli jest ponad sześciokrotnie wyższy. Źródło: akcjonariat.pl
Załaduj więcej newsów
December 12 2019 10:59 V14.8.5-1