reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© photodynamx dreamstime.com Przemysł elektroniczny | 08 października 2014

Przełomowy rok dla Seed

Seed to kolejna polska firma, która działa na rynku globalnym i dostarcza rozwiązania z obszaru internetu rzeczy. W ciągu ostatniego roku spółka przeszła prawdziwą przemianę.

Na początek milion dolarów Spółka Seed istnieje od 2011 roku, wcześniej funkcjonowała jako firma HomerSoft, działając w branży automatyki domowej. Przez ostatnich kilka lat inżynierowie z krakowskiego biura mocno rozwijali kompetencje, tworząc silny dział badawczo-rozwojowy, aż w tym roku nastąpił przełom: Seed otworzył siedziby w Stanach Zjednoczonych i w Chinach oraz postawił na protokół Bluetooth Smart i wygląda na to, że wszystkie te ruchy przyniosą firmie duże profity. Zacznijmy jednak od przypomnienia, że we wrześniu Seed ogłosił zebranie 1 mln USD od inwestorów indywidualnych ze Stanów Zjednoczonych i Europy. – Te środki przeznaczymy przede wszystkim na rozwój firmy. W tej chwili najważniejsze jest rozbudowanie zespołu. W firmie pracuje już ponad 50 osób, ale są to głównie inżynierowie, a my potrzebujemy teraz osób do sprzedaży i marketingu – mówi Marek Wierzbicki, CMO Seed. Spore zamieszanie rozpoczęło się po wrześniowym artykule w serwisie TechCrunch, który opisał polską firmę i jej chip wielkości znaczka pocztowego, który pozwala na implementację internetu rzeczy (Internet of Things - IoT) w domowych urządzeniach. – Po tej publikacji zalała nas fala zapytań od potencjalnych klientów lub partnerów i musimy znaleźć osoby, które pomogą nam ten ruch rozładować – stwierdza Wierzbicki. Milion dolarów zebrany w rundzie aniołowej przyda się także na projektowanie nowych produktów oraz objęcie ich ochroną patentową. Jednak absolutnym priorytetem jest teraz kadra, przy czym Seed najpierw zamierza zatrudniać w Polsce. – Mamy silny dział R&D w Krakowie i tak pozostanie, bo koszty są tu niższe i mamy wysoko wykwalifikowaną kadrę. Wszystkie nowe osoby, które będą współpracowały z klientami zagranicznymi, muszą spędzić trochę czasu właśnie w polskim oddziale. Oferujemy zaawansowane technologicznie rozwiązania, więc by je sprzedać, trzeba naprawdę dobrze je poznać – tłumaczy nasz rozmówca. Wytrenowane w Polsce osoby rozjadą się po świecie, bo Seed chce działać globalnie. Równolegle z siedzibą w San Francisco, firma będzie rozwijać oddział w Chinach, gdyż, jak podkreśla Wierzbicki, rynek chiński jest niezwykle ważny ze względu na licznie tam działających potężnych producentów sprzętu AGD. Przełomowy rok W ciągu ostatnich 12 miesięcy firma Seed podjęła kilka strategicznych decyzji, które sprawiły, że wiele się mówi o krakowskiej spółce i które najprawdopodobniej zaważą na całym jej dalszym losie. Pierwszym istotnym krokiem było postawienie na protokół Bluetooth Smart, powszechnie znaną technologię, którą gremialnie wspierają dziś producenci smartfonów i która umożliwia dostęp do masowego rynku. Polscy inżynierowie zajęli się rozwojem protokołu, dodając własne funkcjonalności i przystosowując go dla branży smart home. Kolejny krok to wkroczenie na rynek globalny: wejście na rynek chiński na początku 2014 roku oraz nowe biuro w Stanach Zjednoczonych otwarte na przełomie lutego i marca. Tym, co odróżnia Seed od innych firm działających w branży, jest model działania oparty na kontaktach bezpośrednio z biznesem. – Skierowaliśmy się do producentów, nie do użytkownika końcowego. Ta strategia to wynik naszych rozmów i obserwacji rozwoju rynku. Żeby mówić o prawdziwie inteligentnym domu, najpierw musimy dostarczyć na rynek odpowiednio dużo przedmiotów podłączonych do internetu. Na razie mamy sporo gadżetów, które co prawda też pełnią ważną funkcję pokazując nowe możliwości, ale na co dzień ludzie korzystają przecież z prozaicznych przedmiotów, takich jak: żarówka, włącznik, czajnik czy żelazko – opowiada Marek Wierzbicki. – Pomyśleliśmy, by zagospodarować ten rynek, a najłatwiej rozsiać nasze rozwiązania właśnie przez współpracę bezpośrednio z producentami, korzystając z ich kanałów dystrybucyjnych, promocji i marketingu (ang. seed: ziarno – przyp. red.). Warto też zauważyć, że część producentów już od jakiegoś czasu oferuje rozwiązania IoT, ale korzysta często z innych niż BLE protokołów komunikacyjnych. Wystarczy więc, że Seed zaimplementuje swoje oprogramowanie na istniejącym i działającym już chipie. – Jest też rzesza producentów, którzy nie mają na tym polu żadnego doświadczenia. Dla nich stworzyliśmy gotowe rozwiązanie typu plug&play – otrzymują od nas chip wraz z softwarem. Co najważniejsze, zainteresowanie jest bardzo duże. – Dostajemy zapytania do wielkich producentów z Malezji czy Chin, którzy mają olbrzymi potencjał. Z drugiej strony zgłaszają się także mniejsze firmy, start-upy, które dopiero wchodzą na rynek i chcą się dowiedzieć jak zaimplementować nasze rozwiązania do ich produktów. Nawet do skuterów – opowiada Wierzbicki. IoT na sklepowych półkach Pierwszym klientem Seed została firma F&F z Pabianic. Moduły radiowe instalowane w kontakcie lub pod włącznikiem światła są już dystrybuowane do hurtowni i trafiają do instalatorów, zresztą nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach europejskich, takich jak Niemcy i Włochy. Pierwszy produkt F&F przeznaczony już bezpośrednio dla konsumentów ma się pojawić w sprzedaży do końca tego roku. Konkrety zobaczymy też niedługo za oceanem. - W listopadzie ogłosimy pierwszego klienta z USA. Jest to firma oświetleniowa, z którą rozpoczęliśmy współpracę. Produkt ma trafić na półki sklepowe na początku 2015 roku i nie możemy się doczekać momentu, gdy ujrzy światło dzienne – mówi Marek Wierzbicki. Na razie jednak musimy poprzestać na tej zapowiedzi, bo szczegóły poznamy dopiero podczas konferencji DEMO, która odbędzie się w San Jose w trzecim tygodniu listopada. Plany? – Idziemy nie tylko w kierunku inteligentnego domu, ale także wszystkich miejsc publicznych, takich jak hotele, restauracje czy biura – to są miejsca, w których chcielibyśmy zaistnieć – stwierdza nasz rozmówca i dodaje – Widzimy świat zmierzający w stronę sytuacji, w której przedmioty będą przewidywać nasze potrzeby i będą działać na naszą korzyść w taki sposób, w jaki sobie zażyczymy. Na razie skupiamy się na „sianiu”, czyli na instalowaniu naszych modułów w milionach domowych urządzeń, by było czym sterować. Później, gdy już uda się nam stworzyć ekosystem takich sprzętów, chcemy budować zależności pomiędzy urządzeniami, które będą mogły ze sobą współpracować – podsumowuje Marek Wierzbicki.
reklama
reklama
reklama
Załaduj więcej newsów
October 22 2019 20:26 V14.6.0-2