reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© rangizzz dreamstime.com Przemysł elektroniczny | 12 września 2019

„Czas, by Timate wypłynął na szerokie wody”

Mówi w wywiadzie dla everitq.pl Sebastian Młodziński, prezes polskiej spółki technologicznej Timate, oferującej unikatowy na skalę światową system rejestracji czasu pracy.

Opracowany przez polską spółkę system Timate pozwala na nowoczesną i automatyczną rejestrację czasu pracy, nie angażując przy tym pracownika i nie zbierając wrażliwych danych. Umożliwia za to zadbanie o bezpieczeństwo zatrudnionych. Sercem systemu jest inteligentna karta wyposażona w technologię internetu rzeczy. Od czterech miesięcy na czele Timate stoi Sebastian Młodziński, współodpowiedzialny za sukces innej spółki technologicznej – XTPL, która etap działania jako startup ma już dawno za sobą i obecnie celuje w klientów z grona światowych gigantów technologicznych. Teraz pora, by Timate wypłynął na szerokie wody.

evertiq.pl: - Dlaczego zdecydował się Pan dołączyć do Timate? Co wyróżnia ten system rejestracji czasu pracy?

Sebastian Młodziński, prezes Timate: – Timate zainteresowałem się już około dwóch lat temu, bo w mojej opinii był to wówczas jeden z najciekawszych startupów w Polsce. Najpierw jedynie się przyglądałem i kibicowałem, a około rok temu rozpocząłem negocjacje odnośnie mojego dołączenia do zespołu i objęcia udziałów. Był to mój warunek, by wejść do spółki nie tylko jako pracownik, ale także jako mocno zaangażowany udziałowiec oraz inwestor. Co odróżnia Timate od innych systemów rejestracji czasu pracy? Powiem trochę przekornie: niewiele projektów może się pochwalić potencjalnie kilkumiliardową rzeszą odbiorców, bo przecież pracownikiem jest każdy dorosły człowiek na świecie (śmiech). Mówiąc jednak zupełnie poważnie, ten rynek jest ogromny, a co za tym idzie, perspektywy rozwoju też są duże. Druga bardzo ważna rzecz to sam produkt. Nie chciałbym nadużywać słowa innowacja, które jest oklepane, ale z całą pewnością możemy w przypadku Timate mówić o rewolucji i produkcie zupełnie unikatowym. Największe firmy na świecie mówiły nam wprost: czegoś takiego jeszcze nie było. Próbowało wielu, np. Amazon czy Skanska, wprowadzając opaski, ale jak dotąd nie były to podejścia zakończone sukcesem. Timate na razie jest na tym rynku osamotniony, chociaż konkurencja na pewno się pojawi, gdy tylko przyjdzie sukces. Należy wyraźnie podkreślić, że Timate nie jest już startupem, ale wszedł w fazę skalowania, czyli jest to raczej scale-up. Nie mówimy zatem o pomyśle, ale o gotowym produkcie, który znalazł swoich klientów, więc definicja startupu przestała pasować. To również przyciągnęło moją uwagę. Już gdy zaczynałem rozmowy w sprawie dołączenia do spółki, system był w zasadzie gotowy, wymagał jedynie dopracowania, co już zrealizowaliśmy. Od początku zatem moim zadaniem było nie rozwijanie produktu, ale coś, w czym czuję się całkiem dobrze, czyli robienie biznesu. Były też oczywiście inne fenomenalne projekty, ale albo w fazie rozwoju, albo bardziej naukowe niż biznesowe. To powodowało, że były często obciążone zbyt dużym ryzykiem. Z mojej perspektywy, w przypadku Timate ryzykowałem niewiele.

- Jak powstał Timate?

– Systemy rejestracji czasu pracy, które są obecnie na rynku, charakteryzują się tym, że mierzymy tylko czas wejścia i wyjścia pracownika, a pracodawca dalej nie bardzo wie, co dzieje się z zatrudnionym w czasie „pomiędzy” (pomijając oczywiście biometrykę, ale w ten obszar nie chcieliśmy wchodzić). Dwoje ludzi -założycieli spółki Tenvirk, zauważyło tę lukę oraz potrzebę jej zapełnienia i, w olbrzymim skrócie, tak właśnie powstał Timate. Timate więc był początkowo projektem prowadzonym przez spółkę Tenvirk, na który uzyskano dofinansowanie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w wysokości około 3 mln PLN. Na bazie tego grantu powstał cały system. Pod koniec kwietnia tego roku projekt NCBiR został zakończony i otwarto formalną ścieżkę związaną z komercjalizacją. NCBiR zgodził się na formułę komercjalizacji, którą wymyśliłem, czyli utworzenie spółki celowej Timate, która przejmie wszystko to, co związane jest z systemem. W nowym podmiocie swoje udziały ma nadal Tenvirk, więc na pokładzie zostają jego twórcy , na czym mi bardzo zależało, a ja jestem jednym z trzech największych udziałowców i od niedawna, prezesem.

- Inwestorów jest już więcej.

– Rzeczywiście, w tegorocznej rundzie finansowania zebraliśmy 2 mln PLN. Ja osobiście również w niej partycypowałem i udało mi się zachęcić do tego samego innych inwestorów. Zebranie pieniędzy nie było – jak się okazało – większym problemem i mogliśmy ich pozyskać dużo więcej. Natomiast nie zdecydowaliśmy się na taki krok, bo nie chcieliśmy na samym początku oddać zbyt wiele władzy w spółce. Zebraliśmy taką kwotę, by wystarczyła na mocny start operacyjny i na zatrudnienie specjalistów. Dzisiaj można powiedzieć z dużym spokojem, że to się udało.

- Sytuacja jest zatem taka, że jest już gotowy produkt, jest kadra, więc jakie zadania stoją przez prezesem Timate?

– Mogę zdradzić coś, co wprawdzie nie jest żadną tajemnicą, ale jeszcze oficjalnie tego nie komunikowaliśmy: mamy podpisane umowy i Timate rozpoczął swoje działanie w bardzo dużej europejskiej spółce na terenie polskiego oddziału. Wkrótce pochwalimy się, co to za firma. Zresztą prawdę mówiąc, fakturujemy już dwie spółki i nie są to pilotaże czy „proof-of-concept”, ale normalne, komercyjne wdrożenia, a nasze urządzenia z powodzeniem pracują już u klientów. Prowadzimy też zaawansowane rozmowy z trzecim klientem. W przypadku pierwszej umowy dotyczy to kilku tysięcy pracowników w Polsce, a docelowo kilkunastu tysięcy w Europie. Drugi kontrakt obsłuży na samym początku około 2 tys. pracowników w naszym kraju, a trzeci, który negocjujemy, w dłuższej perspektywie ma obsłużyć 60 tys. osób.

- Zatem kiedy na plusie?

– Moje tempo jest dość szybkie, ale wszystko po kolei (śmiech). Może nie będzie tak, że break-even pojawi się natychmiast, bo kwestie związane z finansami to jednak nie tylko rachunek zysków i strat, ale też płynność, czyli cash flow. Pod tym kątem mamy zadziwiającą, cudowną wręcz sytuację jak na firmę, która startuje. Natomiast z punktu widzenia danych, które przede wszystkim interesują inwestorów, to strona przychodowa spółki będzie się stopniowo budowała. Założenie było takie, że nie generujemy przychodów jeszcze w tym roku i właśnie po to były pieniądze od inwestorów. Ale mogę powiedzieć tyle, że pieniądze od inwestorów leżą sobie spokojnie na koncie i czekają na swój czas. Warto natomiast zwrócić uwagę, że wartość Timate dość szybko rośnie. Mamy dziś poważnych inwestorów mocno zainteresowanych spółką, którzy są chętni, by wyłożyć cztery razy więcej niż wynosi cena, za którą sprzedawaliśmy wcześniej udziały w Timate. Na razie jednak absolutnie nie myślimy, żeby brać pieniądze od inwestorów, bo nie jest to naszym celem. Nie chodzi o to, by środki leżały na koncie, tylko by działać w sposób mądry, zrównoważony i nie oddawać od razu za dużo udziałów, bo z mojej perspektywy to nie jest dobra strategia. Sebastian Młodziński

- Na początku nastawiacie się na duże firmy?

– To wynika z optymalizacji i rachunku ekonomicznego. Mamy produkt, który ma pewnego rodzaju masę krytyczną związaną z jego obsługą, i mamy partnerów, którym zadajemy pytanie: czy lepiej mieć dziesięciu klientów po sto osób, czy jednego z tysiącem. U nas sprawdzi się ten drugi przypadek, bo liczbę problemów przy dziesięciu klientach mnoży się właśnie razy dziesięć. A skoro jest popyt na nasz system w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 500 pracowników, to licząc się też z optymalizacją kwestii związanych z przychodami dla naszych partnerów i uatrakcyjnieniem naszej oferty dla nich, przyjęliśmy, że na początku nastawiamy się właśnie na duże firmy. Przy czym wejście do mniejszych firm to jedynie kwestia czasu. Zakładamy, że w stanie dojrzałości, czyli na początku 2020 roku, będziemy w stanie obsługiwać kilkaset tysięcy pracowników w formule, w której działamy, czyli abonamentowej. Ten model bazuje na dobrych doświadczeniach operatorów telefonii komórkowej. Firma nie płaci za sprzęt, bo to my dostarczamy odpowiednią liczbę centralek komunikujących się z kartami, przygotowujemy infrastrukturę, robimy wdrożenie i koordynujemy całość przez naszych partnerów. Klient nie ponosi zatem nakładów inwestycyjnych, a tylko płaci 99 złotych netto miesięcznie za pracownika. Nasza grupą docelową w głównej mierze są nie korporacje zatrudniające np. informatyków czy pracowników biurowych, lecz głównie produkcja, magazyny, logistyka czy transport. Doszła też nowość w porównaniu do sytuacji sprzed dwóch lat, czyli możemy też liczyć pracę zdalną.

- Jakie karty funkcjonują w systemie Timate?

– Należy mocno podkreślić, że cały system jest pomyślany jako system o bardzo niskim zużyciu energii i to jest według nas kluczowa sprawa. Dlatego, oprócz kart na baterie, opracowaliśmy też urządzenia z modułem baterii słonecznej. Mamy trzy podstawowe rodzaje kart, oznaczone symbolami C1, C2, C3. C1 to tzw. ślepa karta, bez wyświetlacza, w praktyce: jeden wielki czujnik. Świetnie nadaje się dla pracowników tymczasowych lub dla takich osób, które dopiero przyszły do firmy i nie mają jeszcze dostępu do wszystkich systemów, a także dla pracowników, z którymi nie chcemy tworzyć interakcji, więc nie ma potrzeby korzystania z wyświetlacza. C2 to karta „pancerna”, przypinana do kamizelki czy na ramię, jest odporna na takie czynniki jak pył czy wstrząsy. To urządzenie jest już wyposażone w wyświetlacz, a pracodawca decyduje, jakie informacje są na nim prezentowane i co widać w systemie. C3 to z kolei karta biurowa, napędzana energią słoneczną, wymaga dobrego oświetlenia lub od czasu do czasu położenia na nasłonecznionym parapecie. Oczywiście, podobnie jak w przypadku C2, klient wybiera, jakie informacje i w jaki sposób są prezentowane na wyświetlaczu.

- Jakie są najbliższe plany rozwoju firmy?

– Teraz mamy w planach przede wszystkim podpisywanie kolejnych umów z klientami, do połowy przyszłego roku koncentrujemy się jeszcze w Polsce, a od połowy 2020 roku chcielibyśmy pojawić się na salonach europejskich. I na razie, przez najbliższe dwa lata zostajemy w Unii Europejskiej, mimo że mamy już patent na Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone to zupełnie osobny rynek, który muszę potraktować z duża ostrożnością, zwracając szczególną uwagę na kwestie bezpieczeństwa i certyfikacji urządzeń. Więc chociaż mamy tam przyznany patent, to na razie z niego nie skorzystamy. Będziemy wchodzić na tamtejszy rynek powoli, bardzo odpowiedzialnie i z dobrym partnerem, żeby nie zrobić falstartu.

- Dziękuję za rozmowę!


Zdjęcia: © Timate
reklama
reklama
reklama
reklama
Załaduj więcej newsów
November 12 2019 07:31 V14.7.10-1