reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© Assel Przemysł elektroniczny | 04 czerwca 2013

Assel chce podwoić biznes w ciągu trzech lat

- Potencjał intelektualny firmy jest moim oczkiem w głowie – mówi Jarosław Prolejko, dyrektor spółki Assel.


Assel zaczynał w 1999 roku z kilkudziesięcioma osobami, dzisiaj zatrudnia ponad 500 pracowników. Długofalowa strategia, aktywna współpraca z klientem i zdrowy rozsądek – to filary sukcesu spółki z Pruszcza Gdańskiego. Evertiq rozmawiał z dyrektorem zarządzającym Assela, Jarosławem Prolejko. evertiq.pl: - Co jest najważniejsze w branży usług EMS? Jarosław Prolejko, dyrektor zarządzający firmy Assel - Działamy w coraz bardziej dynamicznych warunkach, przede wszystkim liczy się czas reakcji na zmieniające się potrzeby klienta. Ta elastyczność jest niezwykle ważna, ale z drugiej strony, żeby się rozwijać, niezbędna jest baza większych klientów. Ci natomiast wymagają również odpowiedniego spektrum usług, za czym musi stać w firmie potencjał intelektualny pracowników. Assel stawia właśnie na taki potencjał. Nasza firma to niekończący się uniwersytet. Szeroko rozmawiamy o ekonomii, co prowadzi do tego, że ludzie prowadzą swoje działania w sposób bardziej świadomy. Staramy się też zbudować uniwersalny zespół, w którym ważna jest multidyscyplinarność. - Czy wśród oferowanych usług Assel proponuje także projektowanie? - Usługi projektowe równie dobrze mogą okazać się sukcesem, jak i pułapką. Takie usługi musiałyby z punktu widzenia klienta trafiać dokładnie w jego potrzeby. Moim zdaniem zasadniczo zmienia się wtedy model biznesu. Powstaje wręcz pewien dylemat po stronie klienta: skoro firma świadczy usługi projektowe na wysokim poziomie, to może nawet będzie w stanie wykraść tajemnicę firmową. Według nas o wiele bezpieczniej i klarowniej jest oferować tę część kontraktingu, która związana jest z wytworzeniem produktu. Przy czym jest przecież tyle zagadnień wokół produkcji, które tworzą wartość dodaną, że niekoniecznie trzeba projektować, żeby się rozwijać. Uważam, że współpraca trzech stron: projektanta, producenta i kontraktowca, jest najbardziej efektywna. - Czym charakteryzuje się idealny klient firmy Assel? - Szukamy zleceniodawców, którzy mają sensowną i zdrową wizję własnego rozwoju. Z naszego punktu widzenia, stabilność i przewidywalność jest ważniejsza od wielkości projektu, chociaż jesteśmy zwykle bardzo ostrożni jeśli chodzi o prototypy. Zwracamy wówczas uwagę na to, jak klient jest przygotowany do pracy w fazie pilotażowej. Unikamy natomiast klientów, którzy nie mają określonej polityki zakupowej. Jednocześnie staramy się pomagać i w przypadkach, gdy nasz zleceniodawca się waha, to my podsuwamy mu rozwiązania. Preferujemy aktywną współpracę z przedsiębiorcami. Mam swoją teorię, że stawiamy duże wymagania sobie, ale i naszym klientom. Dotyczy to na przykład dokumentacji oraz specyfikacji technicznej projektu. Chcemy budować partnerstwo na dłużej, wzajemnie podnosząc wymagania w trakcie współpracy i ucząc się od siebie, tak aby kooperacja napędzała rozwój obydwu stron. - Odnośnie rozwoju: zeszłoroczne inwestycje w maszyny zakładały wdrażanie bardzo zaawansowanej kontroli nad procesem produkcji. - Tak, w tej chwili widzimy nowoczesny trend w maszynach, które nie tylko montują, ale też zapewniają kontrolę. Naszym celem jest oczywiście wysoka jakość, a przy produkcji elektroniki, szczególnie SMT, możliwość pomyłki istnieje w każdym miejscu, więc skoro pojawiły się rozwiązania pozwalające na nadzór nad każdym komponentem, to oczywiście musimy z takiej możliwości skorzystać. U nas zostało to wdrożone na potrzeby dużego projektu, który w tej chwili obsługujemy i dzięki któremu mogliśmy rozwinąć skrzydła. Poczyniliśmy duże inwestycje i zdobyliśmy doświadczenie. W tej chwili potrafimy zbudować już miliony urządzeń rocznie i to w tempie 20 sekund na produkt klasy notebooka. - Z jakiej branży jest ten duży projekt? - Są to urządzenia cyfrowe, które zawierają procesory i pamięci zmontowane na dwustronnych płytkach. Takie urządzenie zawiera od 800 do 1000 elementów, w tym układy BGA. Czas montażu to zaledwie około 20 sekund i nasi pracownicy montują to na trzech zmianach. To pokazuje skalę przedsiębiorstwa. Produkujemy około 1,5 mln jednostek rocznie takich bardziej zaawansowanych produktów, choć cały wolumen sięga 4 mln produktów. Dzisiaj potrafimy obsłużyć w zasadzie każdy rodzaj produkcji masowej, zarówno jeśli chodzi o PCB, jak i montaż finalny. Za tym stoi odpowiednio przygotowany zespół ludzi, ale też bardzo zaawansowane rozwiązania informatyczne. - Informatyzacja wszystkich procesów to konieczność? - Teraz informatyzacja jest niezbędna, by działać na dużą skalę i osiągnąć odpowiednią sprawność, skuteczność i cenę. Software pomaga wyeliminować wiele zbędnych procesów. Cztery lata temu powstała długoletnia strategia rozwoju przedsiębiorstwa, której częścią była właśnie informatyzacja. Osią jest system Microsoft Dynamics, który dobrze się sprawdza w naszej firmie. Piszemy też własne aplikacje. Kompleksowy program obejmował bowiem nie tylko wdrożenie systemu we wszystkich jego funkcjonalnościach, ale także tworzenie aplikacji specyficznych dla kontraktingu. - Co jeszcze zawiera strategia firmy? - Najważniejszym elementem jest budowanie potencjału intelektualnego w Asselu. Trendy w Europie i na świecie idą w kierunku wąskich specjalizacji, co sprawia, że w przypadku nieprzewidzianych problemów trudno sobie z nimi poradzić. Konkluzja jest taka, że to my musimy wówczas pomóc klientowi i oferować coś, co jest wartością dodaną. Tak jak wspominałem: ważna jest multidyscyplinarność i potencjał intelektualny pracowników. Przyjęliśmy również zupełnie nowe spojrzenie na rynek. Chcemy być przedsiębiorstwem stosunkowo niewielkim, jeśli chodzi o administrację, ale bardzo efektywnym, jeśli chodzi o koszty i możliwość obsługi różnego spektrum projektów od dużych do małych. To też jest element planu: być odpowiednio dużym, żeby móc robić projekty wielkoseryjne, ale też być odpowiednio małym co do ilości osób, żeby być odpowiednio elastycznym i tanim. Poza tym patrzymy na usługi montażu kontraktowego kompleksowo. Połowa obrotu materiałowego firmy przypada na materiały nieelektroniczne, więc nasza koncepcja zakłada, że chcemy być producentem, który buduje także finalne produkty, niekoniecznie stricte elektroniczne. - Jakie są plany rozwoju firmy? Specjalizujemy się w obsłudze klientów zagranicznych, ale będziemy zmieniać politykę i nastawiać się na polski rynek. W związku z tym rozbudowujemy znacznie sprzedaż, zespół ma się powiększyć trzykrotnie. Przy czym warto pamiętać, że w Polsce trudno o duże projekty. To wynika z faktu, że w kraju nie mamy jeszcze przedsiębiorców o odpowiedniej skali ekspansji światowej. Jest za to znacząca grupa inwestorów zagranicznych, którzy ulokowali tutaj swoje przedsięwzięcia. Po latach budowania pozycji i kompetencji pod względem zakresu usług, jesteśmy na tym etapie, że bez problemu możemy sięgać po większe zamówienia i bardziej wymagających klientów.
Realny plan Assela zakłada podwojenie biznesu w ciągu pięciu lat.
Założenie było takie, żeby najpierw zbudować zasoby i umiejętności, a potem atakować rynek i my w tej kolejności chcemy to robić. Według mnie jesteśmy w stanie w ciągu trzech do pięciu lat podwoić biznes jeśli chodzi o obroty i prowadzone projekty. To jest oczywiście trudne zadanie, a że jestem realistą, więc mój cel strategiczny, to podwojenie w ciągu pięciu lat. - Nowe inwestycje? - Na pewno będzie stały proces odświeżania maszyn, ale nie przewidujemy spektakularnego wzrostu, bo za tym musi iść znaczący klient. Oczywiście po to budujemy sekcję sprzedaży, żeby pozyskać kolejne duże projekty, więc niczego nie można wykluczyć. Zamierzamy się rozbudowywać. Powiększymy zakład, docelowo o 30% powierzchni, a w pierwszym etapie o 10-15%. Niekoniecznie powstaną nowe budynki, chcemy zreorganizować dotychczasowe pomieszczenia, by lepiej wykorzystać istniejące zasoby. Celem tego zwiększenia jest posiadanie pewnej rezerwy. Mamy świadomość, że rynek nie jest łatwy, sygnały medialne płynące ze świata, pokazują raczej sygnały sceptyczne. My jednak uważamy, że to jest szansa dla takich miejsc jak Polska i tę szansę trzeba wykorzystywać w okresie stagnacji. - Jest kryzys? - Nie mogę powiedzieć, że jest kryzys. Na pewno mówi się o spowolnieniu, ale akurat wszyscy nasi klienci jakoś sobie radzą, gorzej lub lepiej, nie widzę jednak innego osłabienia niż chwilowe. Nastawiamy się na pokazywanie klientom szerszych możliwości przenoszenia projektów do takich krajów jak Polska, co oczywiście nie jest łatwe, bo marka "Made in Poland" dopiero mozolnie się buduje. My staramy się wspomagać ten proces. Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na pewien trend, który być może w przyszłości zmieni oblicze kontraktingu. Otóż można zaobserwować wiele sygnałów z dużych gospodarek, takich jak brytyjska czy francuska, że budowane są programy powrotu do produkcji do rodzimych krajów. Przyjdzie nam się zmierzyć z tą tendencją i pod tym względem czeka nas walka o klienta. Obniżanie kosztów będzie dotyczyło przede wszystkim zakupu materiałów, ale niezbędne będzie także w wielu przypadkach cięcie struktur administracyjnych. Nasza firma ma tu przewagę. Przerabiamy miliard układów elektronicznych rocznie (nie licząc elektromechaniki) a administracja jest u nas dwu, trzykrotnie mniejsza niż w firmach porównywalnych rozmiarów na świecie. - Dziękuję za rozmowę! © Źródło zdjęć: Assel
reklama
reklama
Załaduj więcej newsów
August 06 2019 20:55 V14.1.1-1