reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© Sinterit Przemysł elektroniczny | 08 lutego 2017

Sinterit: druk 3D SLS dla małych i średnich

Trzy lata temu krakowska spółka postawiła sobie za cel umożliwienie małym i średnim firmom korzystanie z druku 3D w technologii spiekania laserowego. Obecnie Sinterit rozwija sprzedaż autorskiego urządzenia pod nazwą Lisa.
Założyciele firmy Sinterit od początku postawili na technologię spiekania laserowego (SLS – Selective Laser Sintering). Powodów było kilka. – Przede wszystkim dlatego, że to co wychodzi z drukarki 3D SLS jest najbardziej zbliżone do tego, co uzyskujemy z form wtryskowych. Dzięki temu można na przykład znacznie przyspieszyć proces przygotowywania takich form. Poza tym w przypadku SLS można zrezygnować z wydruku wsporników, niezbędnych w FDM, bo tę funkcję pełni sam proszek – wyjaśnia Konrad Głowacki, współtwórca firmy.

Jednak droga do opracowania własnego urządzenia SLS nie była prosta. Pomysł pojawił się ładnych kilka lat temu, gdy Konrad Głowacki i Paweł Szczurek eksperymentowali ze składaniem drukarki FDM (Fused Deposition Modeling). Okazało się wówczas, że więcej czasu spędzali na konfiguracji i poprawkach, niż na samym drukowaniu. Wtedy też zwrócili uwagę na technologię SLS, ale na drodze stanęły bariery nie do pokonania. Po pierwsze pieniądze – ceny takich urządzeń rozpoczynały się od 100 tys. EUR w górę, a po drugie - dostęp do wiedzy na temat technologii był bardzo ograniczony. Sprawa wróciła w 2013 roku, gdy przyszli twórcy firmy Sinterit trafili na artykuł dotyczący patentów na SLS – fakt, że ochrona patentowa się kończyła zachęcił Głowackiego i Szczurka do zajęcia się tą technologią. – Początki były trudne, brakowało dokumentacji technicznych, a potrzebne rzeczy, takie jak laser czy proszek do druku przywoziliśmy ze Stanów Zjednoczonych w plecaku. Wypadki nabrały tempa, gdy dołączył do nas mechanik, Michał Grzymała-Moszczyński, który doskonale uzupełnił zespół – opowiada Konrad Głowacki.

Konkurencja w tej branży nie jest na razie zbyt duża, bo - oprócz wielkich korporacji - na świecie jest zaledwie kilka firm, które oferują drukarki SLS. Ale jest i ku temu powód: technologia SLS jest droga i skomplikowana w implementacji. - Teraz jest już łatwiej niż 3 lata temu, kiedy zaczynaliśmy i działaliśmy głównie metodą prób i błędów. Niemniej technologia SLS jest bardzo trudna i ma swoje ograniczenia – wyjaśnia Konrad Głowacki. Krakowskim inżynierom udało się jednak zamknąć drukarkę w stosunkowo niewielkiej obudowie i znacznie obniżyć koszt urządzenia, oferując przy tym zaawansowane możliwości druku.

Profesjonalne drukarki 3D SLS są przeznaczone dla dużego przemysłu i muszą charakteryzować się najwyższą jakością, za którą idzie jeszcze wyższa cena. Sinterit wybrał nieco inną drogę, bo chce umożliwić dostęp do technologii SLS małym i średnim firmom, oferując dobrą jakość za przystępną cenę. – Aby to osiągnąć odrzuciliśmy niektóre rzeczy, np. zrezygnowaliśmy z atmosfery azotowej. Naszą drukarkę wystarczy ustawić w dobrze wentylowanym pomieszczeniu, nie trzeba więc wypełniać specjalnych wymagań, by mała firma mogła zacząć korzystać z naszego sprzętu. Chodziło o to, by przeciętny pracownik po kilku godzinach z instrukcją obsługi mógł zacząć drukować, bez potrzeby 2-3 tygodniowego szkolenia dla specjalistów – mówi Konrad Głowacki.

Drukarka Lisa, opracowana przez krakowską spółkę, miała swoją oficjalną premierę w 2015 roku na targach Euromold w Düsseldorfie. Sprzedaż ruszyła w 2016 roku. Urządzenia przeznaczone są przede wszystkim do prototypowania oraz małych i średnich serii produkcyjnych. Jak na drukarki SLS Lisa jest niewielka: maksymalny wydruk to 90×110×130 mm dla PA12 Smooth (poliamid, standardowy materiał stosowany w tego typu maszynach) oraz 110×130×150 mm dla Flexa Black (materiał gumowy do prototypowania, bazujący na TPU). Twórcy zdecydowali się na laser diodowy o mocy 5W o długości fali podczerwonej 808 nm, zamiast drogiego lasera CO2.

Przyjęta strategia przynosi pierwsze owoce, bo Sinterit się rozrasta i dostarcza coraz więcej autorskich urządzeń, a na początku 2017 roku otrzymał ponad 1 mln EUR finansowania od niemieckiej firmy FIT AG. Pieniądze mają być przeznaczone przede wszystkim na dalszy rozwój sprzedaży i skalowanie firmy.

- Obecnie firmę Sinterit tworzą 23 osoby , a jeszcze w maju 2016 roku było nas 7 osób. Chcemy się dalej rozwijać, by móc zaoferować profesjonalne wsparcie tysiącom klientów, a nie kilkudziesięciu czy kilkuset, jak w tej chwili – stwierdza współzałożyciel Sinterit.

Krakowska spółka zamierza najpierw rozwijać sprzedaż w Europie, w tym na polskim rynku. W pierwszej kolejności stawia na takie kraje jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy czy państwa nordyckie, ale zamówienia płyną z różnych stron świata: z Australii, Indii czy Singapuru. - Na rozszerzanie zasięgu przyjdzie jednak czas nieco później – stwierdza Konrad Głowacki. Sinterit będzie szukał lokalnych dystrybutorów, którzy znają specyfikę danego rynku i mają rozbudowaną sieć kontaktów.

O Sinterit zapewne usłyszymy zatem w kontekście kolejnych umów dystrybucyjnych i nowych kontraktów, ale zapytaliśmy także o plany firmy dotyczące działalności badawczo-rozwojowej. - Technologia idzie do przodu i my też pracujemy nad nowymi rzeczami. Na pewno nie zamierzamy zostawać w tyle, oferując tylko jeden produkt. Mamy plany na wiele lat do przodu, ale na razie nie mogę zdradzić, czego dotyczą – mówi Konrad Głowacki.


© Sinterit

Komentarze

Zauważ proszę, że komentarze krytyczne są jak najbardziej pożądane, zachęcamy do ich zamieszczania i dalszej dyskusji. Jednak komentarze obraźliwe, rasistowskie czy homofobiczne nie są przez nas akceptowane. Tego typu komentarze będą przez nas usuwane.
reklama
reklama
reklama
reklama
Załaduj więcej newsów
December 04 2017 21:30 V8.9.2-2