reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© kaphoto dreamstime.com Przemysł elektroniczny | 10 sierpnia 2016

Dyrektor PLSDC ABB w Krakowie: „Zaawansowana cyfryzacja to odpowiedź na przyszłe trendy”

Polskie Centrum Rozwoju Oprogramowania (PLSDC) w Krakowie to nowa jednostka stworzona przez ABB. Ma odgrywać rolę głównego, globalnego ośrodka R&D dla oprogramowania wytwarzanego w Grupie ABB. Przemysław Zakrzewski, dyrektor PLSDC, opowiada o specyfice pracy Centrum i nowych trendach w branży.
„Cyfryzacja” to słowo, które w ostatnim czasie robi furorę w branży energetyki i automatyki. Pan jest jednym z tych, którzy za „cyfryzację” ABB i jej portfolio odpowiadają. Co to pojęcie właściwie oznacza?

Mówi się, że znajdujemy się w czwartej fazie rewolucji technologicznej. Pierwszą było powstanie internetu i początek współpracy między użytkownikami komputerów. Następnie pojawiły się mobilne rozwiązania, smartfony, które za pomocą mobilnego internetu i skrzynki pocztowej sprawiły, że znów zmieniliśmy sposób, w jaki się komunikujemy. Trzecia faza to Internet of Things, czyli podłączamy do internetu rzeczy, które nas otaczają: windy, samochody, telewizory. Czwarta to – generalizując – próby inteligentnego wykorzystania danych, które zbieramy. Wchodzą tu w grę takie pojęcia, jak sztuczna inteligencja, czy też „machine learning”, czyli urządzenia, które uczą się same. Spójrzmy na reklamy Google, na samochody jeżdżące bez kierowców – tam już jest dużo inteligencji. Urządzenia, nawet różnych producentów, zaczynają ze sobą „rozmawiać” i wyciągać wnioski przydatne dla użytkowników. Każdy może dzisiaj zebrać dane z różnych urządzeń. Zaawansowana cyfryzacja szuka sposobu, w jaki można te dane skutecznie odczytać i ich użyć. ABB od 10 lat odnosi sukcesy w budowaniu czujników i systemów do zarządzania danymi. Obecnie trwa wyścig wśród producentów o to, kto okaże się najsprytniejszy w pomaganiu użytkownikowi, aby ten komunikował się ze swoimi urządzeniami szybciej, sprawniej i na większą skalę.

Era metalowej skrzynki z prostym układem się kończy?

Tradycyjne urządzenia wciąż oczywiście będą potrzebne, ale musimy dążyć do czegoś więcej. Zresztą już oferujemy to „coś więcej”. Potrafimy zebrać z naszych urządzeń, takich jak silnik i napędy, działających w kopalniach lub na statkach, informacje i przetworzyć je w konkretne działania, które mają przewidzieć i zapobiec awarii. W robotyce dzięki czujnikom odczytujemy informacje na temat ruchu ramienia robota, analizujemy wszelkie odstępstwa i na podstawie tego możemy poprawić cały proces produkcji. Weszliśmy na rynek z pakietem Energy Portfolio Management. To usługa, dzięki której możemy zbierać dane z różnych źródeł na temat rynku energetycznego. Naszą ambicją już dawno przestała być więc ta stereotypowa metalowa skrzynka. Chcemy dostarczać dodatkową wartość. W tym przypadku usługę, która – na podstawie modelu danych – będzie z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, że za 15 minut cena energii na wolnym rynku obrotu energią wyniesie X, a za dwa tygodnie Y.

PLSDC ma odpowiadać na nowe trendy?

Między innymi po to działamy w ramach ABB. Obecnie rozwijana jest komunikacja między urządzeniami, które stosują różne systemy. Wśród dużych graczy rozwija się również oprogramowanie związane z alternatywnym sposobem porozumiewania się człowieka z maszyną. Amazon, Microsoft czy Facebook stawiają na rozpoznawanie mowy i rozumienie ludzkiego języka. Podobne funkcjonalności możemy przełożyć do naszych systemów, np. dla serwisantów. W PLSDC rozwijamy i wdrażamy różne produkty. Przykładem jest nasza platforma RDS – Remote Diagnostic System – która została zainstalowana na ponad 500 dużych statkach, na których nieustannie monitorujemy stabilność napędów i silników. Posiadamy usługi zarządzające m.in. siłą roboczą (co zostało jeszcze do wykonania przez pracownika, jak zharmonizować przeglądy urządzeń itp.), czy też środkami trwałymi (jesteśmy w stanie monitorować ich stan techniczny i przewidywać możliwe awarie). Z drugiej strony jest duży system wdrożony w polskich fabrykach: ECS – Enterprise Connectivity System. ECS dostarcza informacje na temat toku produkcji, wykorzystanych materiałów, kolejnych etapów, jakie powinna wykonać np. osoba obsługująca nawijarkę. Stale rozbudowujemy portfolio z obszaru Enterprise Software, czyli oprogramowania dla przedsiębiorstw. Możemy wyjść do klientów z wielu sektorów przemysłu, przede wszystkim energetyki, automatyki oraz ropy i gazu. W naszej strukturze są zespoły, które rozumieją doskonale, jak nasi klienci działają i czego oczekują, mają stały kontakt z końcowymi użytkownikami naszych systemów, wspierając jego rozwój.

Zespoły pracują nad konkretnymi zleceniami, czy też realizują od początku do końca własne pomysły na produkt?

I tak, i nie. Jesteśmy menedżerami, właścicielami produktów, które sami stworzymy, a co za tym idzie – komunikujemy się z klientami, pytając ich, jakie mają wyzwania, czego potrzebują. Rynek trzeba dokładnie śledzić, bo można dowiedzieć się wiele na temat tego, dokąd zmierzają i czego chcą – albo mogą chcieć w przyszłości – użytkownicy, w tym nasi potencjalni klienci. W PLSDC również się przyglądamy i już dzisiaj mówimy sobie: „spróbujmy”.

Co przyciąga do PLSDC programistę, który szuka pracy na tak dużym rynku IT, jak krakowski?

Kraków to nasza polska „dolina krzemowa”. Naprawdę dobrzy specjaliści mogą tu przebierać w ofertach pracy. Jedną z rzeczy, która ich do nas przyciąga, jest nasze portfolio. Przekonują się, że to namacalne produkty, którą mogą działać na wyobraźnię. Wdrażamy np. system do zarządzania operacjami w elektrowni atomowej. Prawie każda elektrownia atomowa w Stanach Zjednoczonych już używa tego oprogramowania. To pokazuje, że produkt musi być naprawdę dobrej jakości, skoro zarządza czymś tak skomplikowanym, wrażliwym i nastawionym na bezpieczeństwo. Staramy się też pokazać kandydatom, że w PLSDC zmieniamy rynek, zmieniając technologie. Dajemy im trzy rzeczy: autonomię w działaniu, cele, które chcemy osiągnąć, i możliwość rozwoju. Udowadniamy, że to nie jest typowy, korporacyjny slogan. Te trzy elementy przekładają się na koniec na fajniejszy, lepszy produkt, który rozwiązuje problem klienta. Satysfakcja i informacja zwrotna od klienta końcowego w postaci krótkiego „to naprawdę pomaga, dziękuję bardzo”… - z tym nie da się dyskutować.

Jakich cech pan szuka wśród kandydatów?

Zacięcia, pasji, „pazura”. Z jednym zastrzeżeniem: jeżeli miałbym wybierać między prawdziwym „geekiem” technologicznym, który pisze bardzo dobry kod, ale niepotrafiącym zrozumieć, że pracuje w nieco większym ekosystemie, i że musimy razem się napędzać, a młodym człowiekiem, który pokazuje pasję do pewnego działania, ma dużo pomysłów, jest konsekwentny i gra zespołowo – wybrałbym tego młodego człowieka. Wierzę w samoorganizujące się, autonomiczne zespoły. Jak ktoś ma autorski pomysł, swoją strategię dojścia do celu – nawet jeśli wydaje się, że to nie jest najbardziej efektywna droga – to niech próbuje. Dojdzie tam, gdzie musi dojść, a przy okazji bardzo dużo się nauczy i stanie się lepszy pod wieloma względami.

Dzisiaj każdy może napisać kod, wystarczy trochę czasu i dobry tutorial.

Dlatego z naszej perspektywy nie wystarczy być poprawnym rzemieślnikiem. Problem w tym, że trzeba to oprogramowanie napisać tak, żeby kiedyś można je było przeskalować w dół i w górę, zarządzać nim, utrzymać, zmieniać – bo świat się zmienia. Pisanie kodu wymaga kunsztu. Dobry programista dąży do idealnego kodu, czyli takiego, w którym nie da się nic poprawić, który jest genialny w swojej prostocie, a jednocześnie opisuje skomplikowane procesy, nie dezaktualizuje się. To taki nasz Święty Graal (śmiech). Szukamy „geeków” w pozytywnym sensie, programistów, ale otwartych na zrozumienie, w jakim obszarze się poruszają: dlaczego akurat ten konkretny przycisk w tym konkretnym miejscu jest ważnym elementem systemu, dlaczego go używamy, jaką wartość przyniesie?

Tęskni pan za latami 90., kiedy technologia była prostsza?

Nie myślę o tym, staram się iść do przodu, chociaż w szafie wciąż trzymam stare komputery z lat 80. i 90. Próbowałem na nich pisać gry (śmiech). Ostatnio zainteresowałem się Akademią w łódzkim FabLabie, gdzie mam okazję uczyć dzieci programowania. Mogę tam również pobawić się narzędziami: śrubokrętem, frezarkami, spawarkami, różnego rodzaju elektroniką. W tym również można się zatracić. To chyba w pewnym sensie powrót do jakichś podstaw. Myślę, że powinniśmy pewne podstawowe rzeczy umieć wykonać samemu, mimo tego – a może właśnie dlatego – że świat jest coraz bardziej skomplikowany.

Źródło: ABB

Komentarze

Zauważ proszę, że komentarze krytyczne są jak najbardziej pożądane, zachęcamy do ich zamieszczania i dalszej dyskusji. Jednak komentarze obraźliwe, rasistowskie czy homofobiczne nie są przez nas akceptowane. Tego typu komentarze będą przez nas usuwane.
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
Załaduj więcej newsów
November 29 2016 16:13 V7.6.2-1