reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
© alexander fediachov dreamstime.com Przemysł elektroniczny | 28 czerwca 2016

Sztuczna pszczoła z PW zapyliła pierwsze rośliny

Naukowcy z Politechniki Warszawskiej od kilku lat pracują nad automatycznym systemem do zapylania roślin. B-droid samodzielnie porusza się między grządkami, znajduje kwiaty i przenosi między nimi pyłek.
Od kilku lat na całym świecie masowo wymierają pszczoły. Można winić za to: zanieczyszczenie środowiska, grzyby, wirusy czy pasożyty. Skutki takiej sytuacji mogą być poważniejsze niż wszystkim się wydaje. Szacuje się, że ponad jedna trzecia roślin uprawnych i aż ok. 90% roślin dziko rosnących wymaga zapylania, a to właśnie pszczoły są głównymi owadami zapylającymi. Naukowcy z Politechniki Warszawskiej postanowili stawić czoła wyzwaniu i zbudować substytut pszczoły.

Pierwsze testy na roślinach są obiecujące: podczas prób udało się przenieść pyłek z kwiatu na kwiat, nie uszkadzając przy tym kwiatów. Aby ocenić pracę urządzenia trzeba będzie jeszcze zanalizować efektywność testów.
– To nie jest sztuczna pszczoła – zastrzega dr inż. Rafał Dalewski, pomysłodawca i kierownik projektu. – Robimy automatyczny układ do zapylania roślin. To coś innego – tłumaczy naukowiec z Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Skojarzenia laików idą jednak najprostszą drogą, zresztą nazwa robota – B-droid – nawiązuje do pszczół.

B-droid ma oczy, czyli dwie małe kamery, które rozpoznają kwiaty i umożliwiają orientację w przestrzeni. Sercem jest komputer, a dokładniej – dwa. Mały, zamontowany na „pszczole”, drogą radiową przesyła do centralnego komputera dane o widzianych obiektach. Duży komputer analizuje je i w odpowiedzi przesyła sygnały kierujące urządzeniem. Bo do sterowania sztuczną pszczołą nie potrzeba człowieka z pilotem. Robot sam wie, gdzie ma dotrzeć. Naukowcy przygotowują dwie wersje urządzenia – jeżdżącą i latającą. Na razie gotowy jest prototyp wersji jeżdżącej. Prawdziwej pszczoły w ogóle nie przypomina. Zapylacz zamontowany jest na ruchomej platformie. Gdy zapyli już jeden sektor, włącza się silnik i platforma przejeżdża dalej. To urządzenie nadaje się do zapylania dużych obszarów roślin. Prototyp przeszedł już test bojowy na polu rzepaku. Specjalnie dla naukowców z Politechniki Warszawskiej jeden z hodowców zasadził niskopienne odmiany tej rośliny, żeby można było zastosować niższą platformę.

Nad latającym zapylaczem inżynierowie jeszcze pracują. Ten już bardziej przypomina owada – jest tak samo beczułkowaty, za to kilka razy większy od prawdziwej pszczoły. Za rok oba urządzenia powinny już być w formie demonstratorów.

Opracowanie automatycznego zapylacza do roślin wymaga współpracy ekspertów z wielu dziedzin – aerodynamiki, robotyki, elektroniki, mechaniki. Potrzebny jest też biolog – przecież grupie inżynierów trzeba wytłumaczyć, jak zachowują się prawdziwe owady. Podczas pracy największym wyzwaniem wcale nie było samo zapylenie (to akurat okazało się dość proste), ale rozpoznawanie kwiatów i tego, czy są już gotowe do zapylenia. – Najważniejszą rzeczą, którą przygotowujemy, jest oprogramowanie do rozpoznawania kolorów, kształtów i do sterowania robotem, tak żeby urządzenie samo rozróżniało kwiaty i dostawało się do nich – opowiada pomysłodawca projektu.

Źródło: Politechnika Warszawska

Komentarze

Zauważ proszę, że komentarze krytyczne są jak najbardziej pożądane, zachęcamy do ich zamieszczania i dalszej dyskusji. Jednak komentarze obraźliwe, rasistowskie czy homofobiczne nie są przez nas akceptowane. Tego typu komentarze będą przez nas usuwane.
reklama
reklama
reklama
reklama
Załaduj więcej newsów
March 25 2017 15:01 V8.0.2-1